życie po rozwodzie forum
Życie po rozwodzie wydaje się ponure, przykre, bezsensowne. Mieliście przed sobą tyle planów i marzeń, a nagle wszystko runęło w gruzach. Rozstanie przekreśliło
Niestety moja religia na to nie pozwala a po drugie nie nawidze kobiet wszystkie są takie same. Zwykle oszustki. Nigdy w życiu nie chce słyszeć o babach. Nigdy nie będę taki bezmyślny żeby sobie zepsuć życie.
Witaj wejdz na topik życie po rozwodzie ,tam są fajne dziewczyny ,dadzą Ci radę i wsparcie.Nawet jak poczytasz ten topik to wiele się dowiesz.Zapraszam Cię serdecznie. Udostępnij ten post
To forum; Ten temat; Więcej opcji Znajdź wyniki, które zawierają Zawiera wszystkie z moich słów; Życie uczuciowe ; życie po rozwodzie Zaloguj się,
Wróć na stronę główną forum Wróć na stronę kategorii Związek . Związek życie po rozwodzie. Rozpoczęte przez ~arion, 05 lut 2018 ~arion ~arion.
Le Bon Coin Reunion Rencontre Femme. ~Piotr napisał:Jestem po rozwodzie 1 dzień.(...) dwóch synów , (...) mam pełne prawa rodzicielskie,a chłopców będę widywać kilka razy w roku. (...). Odległość (...) tak załamany (...) po rozprawie (...) była tak szczęśliwa (...) Uśmiech od ucha do się w samochodzie mnie to straszna trauma (...) jaki musiałem być beznadziejny przez te 14lat,(...) usłyszałem jeszcze kilka rzeczy które "rozjechały " moją psychikę do końca (...) Naprawdę nie wiem co o tym to na razie najgorsza rzecz jaka mnie spotkała w życiu. Dla mnie rozwód też był traumą i też moja była żona po samym rozwodzie była rozanielona, bo dopięła swego - pozbyła się faceta co to ją 'ograniczał' w życiu. Też miałem ochotę ryczeć i też wracaliśmy tym samym samochodem. Tyle że... Moja była żona wyobrażała sobie, że gdy już wywali mnie ze swojego życia, będzie generałem całej sytuacji. I tu uważaj. Wyrok rozwodowy - jak rozumiem - został ogłoszony w sumie wczoraj, czy tam przedwczoraj... Przed uprawomocnieniem możesz się jeszcze odwołać - ale tu się skonsultuj z prawnikiem - gdyby nie wszystko zostało orzeczone zgodnie z interesem Twoim i dzieci, wg Ciebie. Druga sprawa... Uważaj na tę kobietę teraz. Ona doprowadziła Cię do rozpaczy, zrobiła to z rozmysłem, to jej celowe działanie i... Nie miej złudzeń, ona skrzętnie to wykorzysta gdy tylko nadarzy się okazja. Jest mistrzynią pogrywania na emocjach. Nie daj się w ciągnąć w gierki, dyskusje, wyjaśniania, tłumaczenia się - to podstawa. Wobec niej już NIC nie musisz. Ona doskonale potrafi manipulować emocjami - to broń która porazi każdego faceta pod jednym warunkiem... Gdy on da się wciągnąć w potyczkę na 'jej terenie'. Twój teren to chłodna kalkulacja, przewidywanie, rozgrywanie i... konsekwencja. Ona wygrywa w pierwszym przypadku (emocje, sentymenty, żale, poczucie winy...). Ty w drugim (uczciwość, konsekwencja, konkret...) - to podstawa. Pamiętaj, robisz swoje i nie jesteś na jej zawołanie. Ona może próbować wkręcać Cię w rzeczy zupełnie nierealne twierdząc, że jesteś ojcem i jako ojciec... Musisz, powinieneś (to i owo). Wolno jej ładnie Cię o coś poprosić, nie wolno jej Tobie rozkazywać - pod żadnym pozorem. Ty sam wiesz co powinieneś i ona nie ma już prawa Tobie cokolwiek dyktować - to żelazna zasada i jak ją puścisz, przegrałeś z kretesem i staniesz się nadwornym wbijaczem gwoździ, przesuwaczem szaf i... BANKOMATEM. Zapamiętaj sobie raz na zawsze bo to bardzo ważne - prawo stanowi, że rodzice alimentują dzieci SOLIDARNIE. To naprawdę podstawa. I gdy ona zacznie coś o tym, że alimenty jej nie wystarczają i musisz dodać kasę na to, albo na tamto, nie wchodź w to. Ona też alimentuje własne dzieci, tyle, że gdy są one przy niej, nie orzeczono tych alimentów - łoży z własnych środków na ich utrzymanie. Płacisz alimenty i żadnej kasy ponadto jej nie dajesz - chyba że za obopólną zgodą i w bardzo wyjątkowych wypadkach na drodze porozumienia - wszystko sobie dokumentujesz. Nie może to być reguła. Gdy jej kasy nie wystarcza na bieżące wydatki, powinna iść do roboty, a nie wyciągać rękę po Twoje pieniądze. Dobrze obliczone alimenty od ojca mają matce NIE WYSTARCZAĆ NA WSZYSTKO. Brzydzi się Tobą, to Twoimi pieniędzmi też. Nie odpuszczaj. Gdy masz orzeczone kontakty z dziećmi, pilnuj by je realizować. To chłopaki - jesteś dla nich wzorcem mężczyzny. Nie możesz pozwolić sobie na robienie z siebie posługacza. Masz swoje zdanie, plan, strategię. Oni na to patrzą. Ona... to zupełnie inna instytucja i żadne sentymenty Cię z nią nie wiążą. Wobec dzieci musisz być ciepły, wyrozumiały i wychowawczy na ile się da w Twojej sytuacji. Wobec niej... co najwyżej obojętny i bardzo wymagający - ona ma pod opieką Twoje dzieci. Skoro ma się za taką super - ma okazję się wykazać jako dobra matka. Od Ciebie może wymagać tylko tego co zasądzono. Ty też możesz wymagać co zasądzono - dobrej opieki nad Twoimi dziećmi. Nie odpuszczaj. Dasz radę.
~Aniołek napisał: choćbyśmy nie wiadomo jak się starali czasami się po prostu nie ma jak POROZUMIEĆ. No właśnie..., nie ma jak się porozumieć. Skoro ja coś jej mówię, a ona zachowuje bierność - nic konkretnego nie odpowiada, po to tylko, by za dwa, trzy dni wyjeżdżać z przemyśleniami na temat moich słów, te słowa wtedy są przekręcone i wyrwane z kontekstu. Tłumaczę, że nie o to chodziło i to, co mówi jest nieprawdą, bo co innego miałem na myśli. Ona jednak nie respektuje teraz moich słów i twierdzi, że tak właśnie jest jak mówi - słowa wyjęte z moich ust i spreparowane tak, żeby uderzały we mnie. Ona wie co ja myślałem, co ja czułem, co chciałem przez te słowa osiągnąć i co zamierzałem nie tylko w krótkim terminie, ale i w dłuższym... Tłumaczę i proszę, na zasadzie: 'zrozum, że nie tak to powiedziałem, nie to miałem na myśli i nie to czułem i zamierzałem'. Po tamtej stronie bywało twarde: 'Nie! - ja wiem, co Ty myślisz, co czujesz, co zamierzasz'. Świadczyło to dla mnie, że ona moje słowa zapodawała komuś do analizy i pobierała od kogoś nauki, co i jak powinna mi mówić. Wiem to, bo potrafiła nawet zdarzenia, których byłem uczestnikiem i doskonale pamiętałem jak było, przekręcać i wmawiać, że było zupełnie inaczej niż to, co widziałem na własne oczy, a często podpierała się ogólnikami w stylu 'bo facet w takich wypadkach myśli tak, a tak'. Nic nie pomagało moje, 'ale ja tak wcale nie myślę'. Byłem już przedmiotem, nie podmiotem. W późniejszym okresie nawet z przejawów mojej przychylności usiłowała zrobić sobie amunicję do ostrzału. No jawnie niszczyła, po czym twierdziła, że ona zrobiła tyle, żeby ten związek uratować, a ja go zrujnowałem... no po prostu ręce opadły. Ja właśnie pozwoliłem tej brudnej wodzie sobie spłynąć. Uwolniłem się od wszelkich spółek i wspólnot z tą kobietą. Mnie nie obchodzi teraz ona, ani jej problemy, a jak dzieciom zacznie dziać się krzywda, to już adwokat i postępowanie stosowne do zaistniałych okoliczności. Na pewnym etapie porozumienie jest niemożliwe. Ona potrafi się wypierać nawet tego, co mam od niej na piśmie. Wywraca kota ogonem jak jej tylko wygodnie i... z początku nawet jej się udawało do pewnego stopnia mnie zastraszyć, ale już się usztywniłem. Teraz może mnie co najwyżej zmobilizować do uruchamiania coraz to nowych procedur. Już z nią nie gadam, bo praktycznie każda nasza rozmowa jest podszyta emocjami. Usiłuje mi np. wmawiać, że ja jestem odpowiedzialny za dzieci - którymi ona się opiekuje i nawet próbowała mi ograniczyć kontakty z nimi. Ot... proza życia :-). Owszem jestem odpowiedzialny, ale pośrednio, ona się opiekuje, ma przyznaną tą opiekę, kasę na to zgarnia, to ja mam prawo się z dzieciakami widywać, a nie rozwiązywać na bieżąco problemy, które ona generuje i wisieć na telefonie od wczesnego rana do późnego wieczora. Do dogadania się trzeba dwóch odpowiedzialnych stron. Zatem kolego pepe... Jeżeli czujesz, że już nie ma szans na dogadanie się, nie dogaduj się. Stawiaj sprawę jasno i prosto uwzględniając uczciwy kompromis, sam zobaczysz co będzie. Jeżeli kobieta Cię już naprawdę nie chce, to będzie robić wszystko, żebyś sobie sam poszedł. Z jej punktu widzenie dużo wygodniej jest, by nie musiała brać odpowiedzialności za Was, za małżeństwo, za życie w ogóle. Ty - jako facet - masz w jej mniemaniu wszystko dźwigać na swoich barkach, a ona może sobie jeszcze na tych Twoich barkach podskakiwać, bo ma kim się asekurować. Kobiecie przecież wolno... O ile czujesz, że to już koniec, zrób jak mówię i sam zobaczysz co ona zacznie robić. Gwarantuję Ci, że jak dasz palec, to weźmie i rękę, a potem powie, że jeszcze mało. Wtedy da Ci pretekst do rozwodu. Chorego związku nie ma sensu ciągnąć, bo ludzie się dobierają w pary po to, by było im lepiej, a nie gorzej... Kiedy jest gorzej, to albo poprawiamy, a jak się nie da, wybywamy z toksycznego związku.
życie po rozwodzie forum